Toruń – veni, vidi…i tyle, ładna starówka

Pobiegliśmy dziś wszyscy duuużo poniżej naszych możliwości, więc wyniki mówiąc delikatnie – nie powalają. Tak na prawdę, przez chwilę był strach, czy jeden z nas nie ma na trasie bardzo poważnych kłopotów ze zdrowiem i najważniejsze, że jest okej i dobiegł cały.
Mimo to wyszedł rewelacyjny wyjazd weekendowy zgraną ferajną, bawiliśmy się w swoim towarzystwie naprawdę setnie, nikt nie zamulał w pokoju hotelowym i śmialiśmy się do bólu brzucha, co jest chyba doskonałym wyznacznikiem zgranego klubu.
A patrząc na temat inaczej – nie zawsze też zdrowo jest wygrywać albo obstawiać pudła, trochę pokory i pooglądania się na innych, tego dnia lepszych, dobrze robi motywacyjnie.
P.S. – brawa dla Oskiera za drugie miejsce!


Z kronikarskiego obowiązku:
14. Gruby – 2:47:24
15. Lucky – 2:49:01
310. Rufus – 3:54:12
drużynowo – 6.